Jedenaste. Nie dotykaj - Laura Priestess

Białe drzewa są dla wszystkich

Pięć lat temu, nocami, zamiast spać pisałam bloga. Był to emocjonalny, dość chaotyczny blog.

 

Spełniał on jednak bardzo sprawnie jedną ze swoich misji: porządkował chaos w mojej głowie i sercu. Uwalniał nagromadzoną przez ponad trzydzieści lat traumę.

Usunęłam większość wpisów, bo nie spełniały swojej drugiej równie ważnej misji. Ich zbytnia emocjonalność przesłaniała walory edukacyjne i idee, które im przyświecały. Niektóre jednak pozostawiłam jako świadectwo autentyczności moich świeżo przelewanych na monitor emocji. A pośród nich ten, o małym, żydowskim dziecku:

 

 

Ten właśnie post przypomniał mi się wczoraj, gdy natrafiłam na Instagramie na piękną recenzję książki “Złoty konik dla Palmiry” autorstwa Nienaczytana. Ciekawy przypadek, bo na tym moim dawnym blogu używałam pseudonimu Laura Palmer. Dopiero na potrzeby książki wymyśliłam nazwisko Priestess. To, co mnie uderzyło we wspomnianej recenzji, to wrażliwość autorki książki na dziecięcą krzywdę. Jej empatia i współczucie dla niewinnych i skrzywdzonych. To musi być naprawdę piękna książka, może kiedyś ją przeczytam.

Piszę o tym dlatego, bo wspomniane cechy autorki zaskoczyły mnie. Ona rzeczywiście musi być bardzo empatyczną osobą. Nie spodziewałam się tego po lekturze recenzji, którą napisała o mojej książce.

 

Była to recenzja naprawdę przykra. Po jej przeczytaniu, powiedziałam znajomej, że to właśnie dlatego ofiary milczą. Bo boją się, że zostaną ocenione w taki sposób.

 

O ile dobrze pamiętam (bo nie mam ochoty czytać tej recenzji po raz drugi), było tam napisane, że moja książka jest “egoistyczną zemstą”. Moja książka nie jest zemstą, mój ojciec o niej nie wie, i oby tak pozostało na zawsze. Mama i siostry nie znają nawet tytułu. Pisałam ją, by ochronić inne dzieci i pomóc samej sobie, choć wiedziałam, że narażam się na niesprawiedliwe, okrutne oceny. Bynajmniej nie jest to oznaką egoizmu. Najbardziej niesprawiedliwy jest jednak ten zarzut: “oskarża swojego ojca o molestowanie i gwałt, ponieważ przeżywała podniecenie i o@@@zm, gdy dawał jej klapsy”.

Nie. Nie dlatego (o ile to w ogóle oskarżenie, skoro nie podałam jego nazwiska). Napisałam, że czułam się molestowana i gwałcona, ponieważ tak się czułam w całym jego stosunku do mnie i kontekście całej sytuacji. Molestował mnie na różne sposoby, podglądał, oceniał moje ciało, wypowiadał seksistowskie teksty. Lubił mnie seksualnie poniżać i pokazywać mi, że ma nade mną władzę.

Źródłem pobudzenia nie był tylko jego sam dotyk, lecz przede wszystko to, że odczuwałam jakie ma intencje. Gdyby klepnął mnie nieświadomy, troskliwy, kochający tatuś z pewnością nie napisałabym, że mnie molestował.Napisałabym ostrzeżenie, iż dziecko może poczuć podniecenie, nawet gdy dorosły dający mu klapsa nie ma cienia seksualnych intencji.

Dziecko. No właśnie. Autorka recenzji napisała, że przeżywałam o@@@azm będąc małą dziewczynką. To nie prawda. To zdarzenie, które zdruzgotało moje życie miało miejsce, gdy byłam już rozwiniętą seksualnie trzynastolatką. Wyglądałam podobnie jak teraz, gdy mam czterdzieści  jeden lat. Mężczyźni podrywali mnie na ulicy, niektórzy klepali. Chłopcy w tańcu łapali za pośladki.

Mój ojciec bardzo interesował się moim wyglądem. Komentował, oceniał, fantazjował. A czułam się gwałcona, nie tylko dlatego, bo trafiał mnie dłonią w okolice krocza, lecz dlatego, bo robił to, by mnie poniżyć seksualnie. O@@@zm był tylko fizycznym znakiem tego, jak potwornie się czułam.

 

Nie tłumacz się. Przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogowie i tak ci nie uwierzą – mówi przysłowie. Ale ja nie piszę tego posta, by się tłumaczyć. Chodzi mi o to, dlaczego dobrzy ludzie, bronią sprawców przemocy? Dlaczego oskarżają ofiary? Dlaczego mówią z ironią o cierpieniu dziecka?

 

“Nie pleć” – powiedziała ostatnio moja bliska, również bardzo wrażliwa i empatyczna osoba, gdy zdradziłam jej historię z przeszłości. To, że lekarz wkładał mi rękę pod bieliznę, gdy jako dwunastolatka przyszłam do niego z nogą zwichniętą w kostce.

Dlaczego dzieci molestowane przez dorosłych zderzają się z ironią i deprecjonowaniem krzywdy? Znów nasuwają mi się słowa Alice Miller:

“Możemy głosić piękne konferencje pokojowe, ale dopóki będziemy bić dzieci, dotąd na świecie będą trwały wojny”.

Nie wystarczy byśmy byli empatyczni – by budować pokój. Do tego trzeba nie zostać zakażonym przemocą. Trzeba pamiętać, że winny jest zawsze sprawca, a nigdy ofiara.

 

By nie dochodziło już nigdy do tragedii takich jak ta Henia i ta Palmiry, musimy uczyć dzieci, że przemocy nie wolno usprawiedliwiać. I że współczucie powinniśmy okazywać każdemu, kto cierpi, nie tylko tym, przez nas wybranym.

 

W przeciwnym wypadku będziemy wciąż uczyć je uczyć tworzenia podziałów na lepszych i gorszych, na “my i oni”. Na tych, którzy zasługują na empatię, i tych, którzy nie są jej warci.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *