Jedenaste. Nie dotykaj - Laura Priestess

Cokolwiek uczyniliście

Pewnego letniego wieczoru nasz sąsiad Wincenty zaprasza mnie z Davidem do swojego ogródka. Lubimy się mimo sporej różnicy wieku, bo Wincenty jest po 80-tce. Pijemy wino z czerwonej porzeczki, która rosła na pobliskiej grządce. Wino jest mocne, więc Wincenty opowiada mniej dowcipów, a więcej historii i opowieści.

 

– Ciekawe czy ten jastrząb jeszcze żyje? – pyta, wspominając ptaszka, którego uratowali razem Davidem. W wyniku wypadku stracił kawałek skrzydła, ale – jak mówi Wincenty – był taki mądry, że schował się przy domku, bo tam lisy nie mogły go upolować. Dałam mu na imię Ćwirek, włożyliśmy go do dużego ciemnego pudełka (bo wtedy ptaki się nie boją) i razem z Dawidem pojechałam wiele kilometrów, żeby zawieźć go do specjalnego ośrodka dla chorych, dzikich zwierząt.

– Pewnie żyje, ten ośrodek jest świetnie przystosowany dla takich ptaków – mówię.

– A ludzie mówią, że to szkodnik. A każdemu trzeba pomóc, jak potrzebuje pomocy. – stwierdza Wincenty.

– Człowiek to dopiero jest szkodnik!

– Największy.

 

 

Kolejny kieliszek wina z czerwonej porzeczki wyostrza zamazane rysy wspomnień. I Wincenty mówi coś o o “biciu na pokładankę”.

 

Czuję leciusieńkie ukłucie. – Co takiego? – dziwię się.

A Wincenty opowiada o nauczycielce, która “lubiła bić chłopców. No dziewczyny czasem też, ale rzadko. Trzeba było zdjąć portki, pupa goła i położyć się na ławce. A ona biła tym swoim” – Wincenty zamaszyście macha ręką naśladując ruchy nauczycielki. – “Dziewczyny się śmiały, bo widziały małego i jajeczka.  Ale ona już nie żyje, i ten Stefan, którego lubiła bić też nie żyje”.

– “Zboczona baba” – mówię, David się śmieje.

– “No jak zasłużył” – mówi Wincenty.

Zasłużył? Czy dziecko może zasłużyć na tak jawne, publiczne przekraczanie intymnych granic, seksualne zawstydzanie, dotkliwą przemoc fizyczną i seksualną? Nie winię Wincentego, że tak, myśli. W jego czasach takie przekonanie wtłaczano wszystkim – pośladki, narządy płciowe są intymne, nie wolno ich pokazywać, dotykać, ALE jeśli się chce ukarać dziecko – to można.

– “A potem władza zabroniła bicia dzieci” – Wincenty z uznaniem kiwa głową.

Naczytałam się sporo takich historii, choćby w autobiografii Andreasa Altmanna Zasrane życie mojej matki, zasrane życie mojego ojca i moja zasrana młodość. Ta nauczycielka sama byłą ofiarą systemu, który pozwalał by karać dzieci molestując je seksualnie. Zapewne sama tego doświadczyła, napatrzyła się, nasiąkła. Na ile była świadoma swoich intencji? Może sama cierpiała z tego powodu?

 

 

To właśnie bicie dzieci w szkołach miał na myśli profesor Kazimierz Imieliński, pisząc w swojej Seksiatrii, że “zostało ono zniesione”, “gdyż udowodniono, że powodowało ono rozwój flagellantyzmu”. Niestety nie zostało wtedy wcale zniesione w domach, jakby to domowe, identyczne naruszanie intymności nie mogło kodować w dzieciach masochizmu, fetyszyzmu klapsów, i bicia po pośladkach. O tym Kazimierz Imieliński nie napisał. Rodzicielska przemoc wciąż uświęcona, stała na piedestale. Któż ośmieliłby się ją strącić?

 

Wyjść z tłumu i powiedzieć, że nawet gdy rodzice nie mają najmniejszych intencji seksualnych (z pewnością zdecydowana większość), gdy kochają dziecko i wierzą, że tak muszą, lub to słabe nerwy popychają ich do przemocy, gdy dziecko nie czuje podniecenia (też pewnie większość) – to nie powinno się nikogo łapać, dotykać, uderzać w pośladki, bo to jest seksualne zawstydzanie, bo to miejsce intymne, które u wielu osób jest najbardziej erogenne. Bo chociaż to przeważnie nie jest molestowaniem (ze względu na brak intencji seksualnych), to zawsze jest naruszaniem psychoseksualnych granic dziecka.

 

Czytam ostatnią świetną książkę Kochaj wystarczająco dobrze. Moją uwagę zwróciła w niej teza, że  spanie w jednym łóżku 10-letniego dziecka z rodzicem stoi na granicy nadużycia seksualnego i może zaburzyć zaburzyć jego psychoseksualny rozwój. Owszem, myślę, że może zaburzyć nie tylko ten rejon, ale cały rozwój dziecka. W tym wypadku nie ma już tabu. Spanie w jednym łóżku dużego dziecka i rodzica jest uważane za niestosowne. Czy jednak uderzanie dłonią w pośladki nie jest bardziej nieprzyzwoite?? Czemu publiczne grożeniu dziecku, nastolatkowi “spraniem dupy”  nie spotyka się z powszechnym zakłopotaniem i  zawstydzeniem?

Wincenty opowiada jeszcze, jak podczas Powstania Warszawskiego pielęgniarki pomagały wszystkim rannym – polskim i niemieckim żołnierzom. Nie dzieliły cierpiących na lepszych i gorszych, uważały, że Niemcy zostali wkręceni w tą durną przemoc. (I tu znów polecam autobiografię Andreasa Altmanna). Ale to ostatnie, to już może być tylko legendą…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *