Jedenaste. Nie dotykaj - Laura Priestess

Eleven. Don’t touch my butt

Miałam 14 lat, gdy byłam w tym miejscu ostatnim razem. Dziś, w wieku 41, odszukałam tamten camping pośród drzew w nadmorskiej miejscowości. Płytki chodnikowe są wciąż te same, pamiętam, jak zakładali je młodzi mężczyźni. Nie dało się przejść; więc przeszłam po krawężniku.

 

– “Nie ma to jak w cyrku na linie 😉” – zagadnął mnie wtedy chłopak, który układał chodnik. Serce zabiło mi mocniej, spłoszona spuściłam oczy. Minęłam go szybko.

Innym razem mężczyzna w średnim wieku krzyczał do mojej cioci na całą ulicę, że “jej córka jest piękną dziewczyną”. Znów się wystraszyłam, zacisnęłam w sobie. Czy to naprawdę było o mnie? Ale jak to? Faktycznie miałam bardzo długie nogi, wąską talię, szerokie biodra i piękne włosy (wreszcie znalazłam na nie sposób). Jednak wciąż w swojej głowie widziałam siebie jako szkaradne i zboczone dziwadło.

 

– “Przepraszam Cię bardzo, czy mogłabyś się że mną umówić?” – spytał młody mężczyzna dosiadając się do mnie na ławeczce pod hotelem “Bursztyn”. Mięśnie mi zesztywniały, wstałam i uciekłam.

 

Razem z moją ciocią mieszkaliśmy w domku campingowym u jej przyjaciółki Krysi. I choć było na nich parę rys, to były naprawdę piękne wakacje. Nie było wrzasków, wycia i gróźb mojego ojca. Smutku, poczucia beznadziejności. Był spokój, przyroda, składany kapelusz i niebieska sukienka. U pani Krysi i jej męża Zdziśka (imiona oczywiście, jak zawsze zmienione) nauczyłam się grać w karty, pić tonik i zapalać kadzidełka. Raz, niechcący udało mi się panią Krysię mocno wkurzyć. Siedzieliśmy wtedy wieczorem, razem z jej rodziną przy stoliku i prowadziliśmy luźną rozmowę. Ktoś spytał, jakie mam zainteresowania. Głupia sprawa, bo nie miałam żadnych. Odpowiedziałam więc – zgodnie z prawdą, że interesuję się “sensem życia”.

W panią Krysię jakby piorun strzelił. – “Dziewczyno!” – zawołała. – “Ty masz 14 lat! Powinnaś się bawić, szaleć, spotykać z ludźmi, nie rozmyślać nad sensem życia!”

Dziś po 28 latach wiem wreszcie, że miała rację i jestem jej za to ogromnie wdzięczna. Dziś nie rozmyślam, czytam ciekawe, raczej wesołe książki,  uprawiam sport, opiekuję się zwierzętami, robię przeróżne rzeczy. Wtedy byłam tylko cieniem. Ani pani Krysia, ani żaden z podrywających mnie facetów nie mieli najmniejszego pojęcia, jakie erotyczne fantazje wciąż zjawiają się nieproszone w mojej z pozoru niewinnej główce. Nikt nie domyślał się, co robiłam, gdy zostawałam w tym domku czasami sama.

Sprawę pogarszał pan Zdzisiek. Na plaży nosiłam wtedy różowy, dwuczęściowy kostium, i gdy patrzyłam w lustro, sama, choć ze zdziwieniem musiałam przyznać, że podobam się sobie. Biust miałam tylko trochę mniejszy niż teraz. Pan Zdzisiek patrzył na mnie z uznaniem, często publicznie na plaży, przy wszystkich, klepał mnie po pośladkach okrytych tylko cienkim, mokrym kostiumem.

 

Bardzo to mnie pobudzało seksualnie. Nie reagował nikt. Ani Jego żona, ani moja ciocia, ani rodzina Zdziśka, ani obcy świadkowie tych scen na plaży. Był rok 1994. I w tamtym czasie to było uważane za normalne. Ludzie myśleli, że to przecież “tylko żart, komplement, klaps”. Ja też nie reagowałam, nie było mi wolno! Gdybym zaprotestowała, to ja zostałabym obarczona winą i wyśmiana. Jestem pewna, że usłyszałabym, że “nie znam się na żartach”, “panu Zdziśkowi jest przeze mnie przykro”, “narobiłam wstydu”, “jestem niewychowana”, “jestem dzieckiem, i o czym ja myślę!”, “powinnam dostać lanie”.

Więc milczałam, a później w domu dotykałam się neurotycznie, by oczyścić moje ciało z tego DOTYKU i niechcianego palącego podniecenia.

 

KLAPS – tak klaps jest dotykiem, dotykiem pośladków. A pośladki to miejsce intymne, a do tego u wielu osób bardzo erogenne. Zwłaszcza u osób płci żeńskiej, ze względu na bliskość narządów płciowych i bezpośrednio z nimi połączone nerwowo.

 

Dziś w roku 2021 panu Zdziśkowi już by raczej takie zachowanie nie uszło. Zapewne sam by się na nie – nie odważył. Dziś wszyscy wiedzą, że 14-latek nie wolno łapać za pośladki. Bez względu na to jak ten dotyk zostałby nazwany.

 

NASTOLATKA to taka hybryda. Prawnie i duchowo jeszcze dziewczynka. Fizycznie i seksualnie – kobieta.

 

Na profilu Kasi o nicku Ofiara księdza pedofila, aktywistka, czytałam ostatnio, jakich zabiegów używają niektórzy by usprawiedliwić sprawców czynów pedofilnych. Padały słowa: “to nie były takie znowu dzieci”, oraz używanie określenia “dziewczyna” zamiast “dziewczynka”, by zaznaczyć seksualną dojrzałość ofiary. Oczywiście, że 14-nastolatki nieraz są zupełnie rozwinięte fizycznie, ale to nie stanowi żadnego usprawiedliwienia, nie zmniejsza strasznej krzywdy dziecka.

 

Cóż za ironia, że w stosunku do mnie mój wiek nastoletni służył jako przeciwny argument! Słyszałam po latach, że “byłam małą dziewczynką i nie powinnam była reagować seksualnie na taki dotyk”. Dlatego nienawidziłam bycia dzieckiem. Była to dla mnie najgorsza obelga. Mogłam być “zdzirą”, “pizdą” i “kurwą”, byle nikt nigdy mnie nazwał mnie “dziewczynką”.

 

Bo dla mnie bycie “dziewczynką’ oznaczało bycie osobą, którą wolno macać po tyłku. Dotykać, klepać, podniecać. Której nie wolno czuć się gwałconą. Dziewczynka to byłą dla mnie taka kobieta, która jest pozbawiona prawa do ochrony. Miałam specjalny kalendarzyk, w którym liczyłam dni do moich 18 urodzin. Sadziłam, że przekroczenie tej granicy zapewni mi bezpieczeństwo przed złym dotykiem. Że wtedy już nikt nie będzie mógł mi zarzucić, że to ja jestem zboczona skoro “klaps” mnie podnieca.

Co myślę dziś o panu Zdziśku? Nie wiem, nie chcę sądzić. Wyrządził mi krzywdę, powinien był pomyśleć, ale… on sam był dzieckiem tamtych czasów. Wtedy uważano, ze klepanie kogoś po pupie jest normalne. Że to nie jest dotyk.

Czasy na szczęście się trochę zmieniły, wzrosła świadomość o molestowaniu, pedofili i przemocy seksualnej. Tylko odnośnie jednego tematu świadomość nie wzrosła, no trochę tak, ale o wiele za mało. Otóż rok wcześniej dokładnie to samo, co Zdzisiek robił mi mój ojciec. Wyglądałam zupełnie samo, fizycznie byłam młodą kobietą. W zdarzeniu były jednak znaczne różnice.

Zdzisiek klepał mnie kilka razy, mój ojciec bez końca. Przed Zdziśkiem nie broniłam się, przed ojcem – tak – wyrywałam się i wrzeszczałam. Dotyk Zdziśka był krótki więc tylko podniecał. Dotyk ojca doprowadził mnie do niechcianego, potwornego koszmaru, który zaczyna się na “o” i zrujnował moje życie.

Zdzisiek chciał tylko wyrazić uznanie dla mojej urody. Było to przykre, ale nie odbiło się głęboką traumą na mojej psychice. Mój ojciec chciał mnie obrazić, poniżyć kobiecą godność, zdominować i zniszczyć. Udało mu się.

 

Dziś zły dotyk Zdziśka zostałby potępiony przez wszystkich. A dotyk mojego ojca? Gdyby miały go oceniać osoby, które czytały moją książkę, i te, które nie czytały? Znajomi i obcy? Szeroko pojęta opinia publiczna?

 

Spójrzcie na zdjęcie w nagłówku tego posta. Morze przez ciemne okulary wydaje się ciemniejsze, ale to jest to samo marze. Okulary to tylko filtr, który nie czaruje rzeczywistości. Tak samo jest z “klapsem”. “Klaps” to tylko słowo, eufemizm, który określa zetknięcie dłoni i pośladków, dokonane z większym, lub mniejszym rozmachem. I bez względu na to czy to dłoń ojca, czy nie-ojca, a pośladki córki, czy nie-córki, to jest to dokładnie ten sam DOTYK.

Ojciec zaś nie jest ani świętą krową, ani bytem niematerialnym. Nastoletnia córka, w chwili dotknięcia przez ojca nie staje się na ten moment aseksualna.

Pora by to dziwaczne tabu zostało wreszcie przerwane i by runął mit “niewinnego klapsa”. Serdecznie zapraszam do lektury “Jedenaste. Nie dotykaj”, oraz na stronę https://www.nospank.net/101.htm#holm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *