Jedenaste. Nie dotykaj - Laura Priestess

Miesiąc Budowania Świadomości o Raku Tarczycy

Czy wiecie, że wrzesień to Miesiąc Budowania Świadomości o Raku Tarczycy?

 

Dlatego chciałbym odpowiedzieć Wam w paru słowach, dlaczego warto badać ten bardzo ważny narząd.

Gdyby nie choroba tarczycy – ta strona pewnie by nie powstała. Założyłam ją w lutym po zdiagnozowaniu raka pęcherzykowego. Bałam się okropnie, i tylko pisanie na tematy związane z książką było w stanie mnie uspokoić i zająć myśli. Wiem, że to dziwne, niektórzy mi to odradzali, bo przecież bałam się niesprawiedliwych opinii. A jednak strach przed hejtem był niczym w porównaniu ze strachem przed chorobą. Bo na początku naprawdę myślałam, że umieram. 

Wszystko zaczęło się mniej więcej w roku 2016, gdy po 23 latach przerwałam milczenie, opowiedziałam rodzinie o swojej krzywdzie z dzieciństwa. Przeżywałam to bardzo mocno.

 

Wymiotłam “potwora” spod dywanu, ale on nadal wcale nie chciał mnie opuścić. Było lepiej, bo nie musiałam już tłumić tych ogromnych emocji i żalu, ale gorzej bo spojrzałam “potworowi” prosto w twarz i zobaczyłam wyraźnie, to co zdarzyło się przed laty. Zanim poznałam Annie, która doradziła mi napisanie książki czułam się okropnie. Jak wyrzutek społeczeństwa, okrutnie skrzywdzona i przewrotnie osądzona jako winna. W tamtym czasie zaczęłam się czuć gorzej. Byłam coraz słabsza, bardziej senna, zasypiałam w autobusie, czułam jakby to zmęczenie wsysało mnie do środka.

 

“To przez leki”, “winna jest anemia”, “alergia”, “astma”, “to od pogody” – mówili lekarze.

 

W końcu, na początku roku 2020 zmieniłam endokrynologa. Od lat miałam w tarczycy guzek określany jako “niegroźny”. Nowa lekarka zdiagnozowała Hashimoto. Zapytała czy miałam jakieś stresujące wydarzenia. Potwierdziłam. Powiedziała, że Hashimoto jest dziedziczne, jednak stres może je uaktywnić. Natomiast guzek nie urósł ani o milimetr i lekarka uznała, że nie ma potrzeby robić biopsji. Po zażyciu hormonów tarczycy odzyskałam siły. Zmęczenie i senność zniknęły. Tak było do września. Zbliżała się premiera książki, wydarzyło się też coś tragicznego.

 

Znów zaczęłam czuć się gorzej. Lekarka na kolejnej wizycie zleciła biopsję. Guzek nic się nie zmienił, ale uznała, że to na wszelki wypadek.

 

Bałam się okropnie, bo wielu ludzi mówiło “nie ruszaj”, “nie szukaj sobie”, “samo zniknie”, “kuzynka ciotki mojego stryjecznego bratanka wycięła i umarła”.

Ale w końcu na szczęście, A.G. spytała po raz kolejny, i to zmotywowało mnie do badania. Lekarka wykonująca biopsję uznała, że guzek wygląda niegroźnie. Aczkolwiek nie mogła mi tego obiecać. Bez obaw i ze spokojem poszłam odebrać wynik. Coś mnie tknęło w zachowaniu pielęgniarki. Znalazła wyniki, ale przez chwilę udawała, że czegoś szuka. Podała mi zeszyt z tabelką do podpisu – tylko przy moim nazwisku była jakaś notatka i wykrzyknik.

Nie dałam rady tego przeczytać. Podpisałam i wybiegłam. Na korytarzu przeczytałam “podejrzenie nowotworu IV”. Oblała mnie fala lodowatego zimna. Wybiegłam z tego ohydnego PRL-owskiego korytarza. 

 

Nie rozumiem ludzi, którzy wyśmiewają się z wiary w Boga, czy ktoś kto doznał tego strachu mógłby się wyśmiewać?

 

Moja lekarka wytłumaczyła mi, że ta IV to jeden z sześciu stopni, nie ostatni. Ja jednak do dziś mam traumę i czuję żal, że tamta kartka została mi wręczona w taki sposób. Bez słowa wyjaśnienia. Za moje pieniądze, by wizyta była prywatną.

Tarczyca została wycięta, a później na wszelki wypadek miałam jodoterapię. Guzek został usunięty w samą porę. Bez przerzutów do węzłów chłonnych. TSH spadło do odpowiedniego dla mnie poziomu. Odzyskałam siły. Już nie zasypiam bez umycia zębów, w makijażu i ubraniu.

 

Większość guzków tarczycy to zmiany łagodne. Jednak lekarka, która mnie operowała, powiedziała, że te guzki mogą się z czasem uzłośliwiać. Ja o tym nie wiedziałam.

 

Dlatego jeśli je macie, koniecznie spytajcie o to swojego lekarza. Poszukajcie dobrego. A jeśli czujecie się zmęczeni i nie znacie przyczyny, nie dajcie się zbyć słowami, że “wszyscy są zmęczeni”, tylko zbadajcie tarczycę. Bez względu na wasz wiek i płeć.

Myślę, że moja odkopana trauma sprzed lat może mieć związek z chorobą tarczycy. Bo zakopane traumy wcale nie znikają. A potwory zamiecione pod dywan, niezauważalnie rosną. Naprawdę warto szukać pomocy. Ja sama zaczęłam psychoterapię, bo choć czuję się o milion razy lepiej, jednak jest mi potrzebna.

I jeszcze raz dziękuję A.G. za wypchnięcie na biopsję, A.M., G.S. i Annie za waszą życzliwą obecność. ❤️❤️❤️

 

 

 

2 komentarze do “Miesiąc Budowania Świadomości o Raku Tarczycy

  1. Hej. Jestem po operacji całkowitego wycięcia tarczycy. W zasadzie niegroźny duży guz, ale z prawej malutki mikrorak sobie dojrzewał. Niby wszystko jest wycięte, ale muszę być poddana terapii radiojodem. Bardzo się boję tej terapii i potrzebuję wsparcia. Czy mogłabyś się do mnie odezwać. Niestety jestem z tym sama, zero wsparcia i od lat leczona nerwica. Wykańczam się psychicznie.

    1. Aniu, jodoterapia to nic strasznego. Nie boli, nie daje skutków ubocznych. Jest stosowana by dobić ewentualne, pozostałe komórki tarczycy. Może pomogłaby Ci psychoterapia, a może zmiana leków na nerwicę? Czy masz dobrego endokrynologa?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *