Eleven. Don't touch - Laura Priestess

Traumy pokoleniowe

W tym miejscu mieszkali kiedyś inni ludzie, ale dziś już ich tutaj nie ma. Te słowa zapożyczone z historii Kanady i książki 27 śmierci Tobyego Obeda, niestety pasują jak ulał również w tym miejscu.

 

W tej żydowskiej dzielnicy, w okolicy tej pięknej synagogi mieszkali kiedyś inni ludzie, ale dziś ich już tutaj nie ma. Są turyści, pstrykający fotki smartfonami. Gdy robię zdjęcie – wyglądam, jakbym była jedną z nich.

 

Czy pobożni zakonnicy, którzy przybyli do Kanady, naprawdę wierzyli, że mordowanie, gwałty i tortury służą “szlachetnemu celowi” i są zgodne z wolą Boga? Co to byłby za Bóg, który każe krzywdzić dzieci, wydzierać je rodzicom, nieść cierpienie i śmierć, byleby tylko wszyscy porzucili swoje indiańskie wierzenia, byle  wierzyli tylko w Niego?

Myślę, że gdyby taki potwór istniał, to posiadałby specyficzną ludzką cechę: chorobliwą żądzę sprawowania władzy.

 

Kiedy skończyła się wojna, w której zginęło 40 mln ludzi, w tym 6 mln Żydów, pomyślałem: Europa tak się zhańbiła, że nic takiego nie może się już nigdy więcej powtórzyć. Tymczasem co się okazało? Wchodzimy w XXI wiek, a ludobójstwo z powodów ideologicznych i rasowych wcale nie zniknęło. Kambodża, Biafra, Somalia, Ruanda… Dziś w Kosowie, w samym sercu Europy, tej samej Europy, która patrzyła na zagładę Żydów, znów morduje się ludzi – to słowa Marka Edelmana wypowiedziane w 79 rocznicę powstania w getcie warszawskim. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,28350192,rocznica-powstania-w-getcie-nie-wolno-byc-biernym-wobec-zla.html

 

Dziś w kamienicy sąsiadującej z synagogą ze zdjęcia,  ktoś wywiesił dwie flagi: biało-czerwoną i żółto-niebieską. Świat nie wiele się zmienił. Patrzy. Coś próbuje. Wzmacnia sankcje, nazywa po imieniu zbrodnie i zbrodniarzy. Coś jakby drgnęło, jakby się zmienia. Ale to za mało, zło trzeba eliminować w zarodku. Współcześni światowi przywódcy pozwolili złu rosnąć, nie rozumieli, że zło jest jak rak.

 

Myślę, że na przywódców najlepiej nadawaliby się onkolodzy. Chirurg onkolog dobrze wie, że im wcześniej wytnie się nowotwór – tym lepiej. Że raka nie wyleczą zioła ani homeopatia.

 

Nasz świat wciąż był egoistycznie naiwny, leczył rosyjską żądzę władzy przy pomocy ziół i uśmiechów. Udawał, że nie widzi jak zło rośnie w siłę, rozszerza się. A im dłużej świat zwlekał z podjęciem chirurgicznego cięcia, tym bardziej rosło ryzyko przerzutów.

Marek Edelman przestrzegał: Dla mnie obchody rocznicy powstania w getcie, mówienie o tym, ma tylko jeden sens: przypominanie światu, że ludobójstwo jest zbrodnią przeciwko samej istocie człowieczeństwa i że nie można być bezkarnie obojętnym świadkiem, bo wychodzi się z tego okaleczonym. Dlatego dla dobra nas samych nie powinniśmy patrzeć na dzisiejsze zbrodnie w milczeniu, tak jak patrzono przed laty na Holocaust. Musi powstać jakiś ruch, zdolny wymuszać na rządach demokratycznej, sytej Europy czynne przeciwstawianie się ludobójstwu i pomaganie ofiarom.

 

Dzisiaj obserwujemy milczenie papieża, nie wymawianie imienia Putin i nazwy Rosja, zrównywanie ofiary z agresorem. Co ma na myśli papież mówiąc o bezsensie zwycięstwa, gdy chorągiew będzie wbita w stertę gruzu? To milczenie okalecza papieża, religię, wszystkich, którzy mu przyklaskują. Rani tych, którzy muszą się bronić.

 

A jednak ta chorągiew wbita w stertę gruzu nie daje mi spokoju. Widziałam ostatnio durny mem o tym, że mężczyzna zaczyna się od 180 cm. Pod postem było wiele komentarzy, ale nikt nie napisał, że to dyskryminacja. Mężczyzna ma być silny i ma walczyć w obronie Ojczyzny. Koniec. Kropka.

Stop.

A gdzie równouprawnienie? Co feminizm ma do zaoferowania mężczyznom gdy zaczyna się wojna? Skoro prawa mają być równe, dlaczego im nie wolno przekroczyć granicy?

Dawno temu czytałam o młodych chłopakach, którzy dezerterowali z jakieś wojny i ukrywali się w lesie. Innym razem o 19-latku, który został wezwany do walki w II wojnie światowej, wszedł do kościoła i głośno płakał.

 

Moja znajoma pod koniec lutego pomagała młodym mężczyznom uciekać z Ukrainy. Póki jeszcze był czas, by nie stali się mięsem armatnim. Byłam pełna podziwu.

 

– “Ależ jak to?” – ktoś się oburzył pod postem – “Skoro Ukraińcy nie chcą walczy za swój kraj, to kto ma to robić?”

Moja znajoma odpisała, że oni mają rodziny, że muszą je utrzymać, ze ich ojcowie walczą, że coś tam i coś tam.

Stop.

Ci mężczyźni, ci chłopcy nie potrzebują żadnego usprawiedliwienia. Mogą nie mieć rodzin, dzieci, matek i mimo to mogą nie chcieć walczyć.

Kobiet na granicy nikt nie zatrzymuje, nie zmusza do udziału w wojnie. Dlaczego? Kto powiedział, że mężczyźni, którzy nie są żołnierzami lepiej się do tego nadają? Kto nadał sobie prawo, by decydować, który człowiek może uciekać przed wojna, a który ma w niej walczyć?

 

Czyje życie jest więcej warte? Samotnego ojca, czy samotnej matki? I dlaczego 18-letni chłopiec ma być zmuszony by oddawać swe życie w obronie 17-latka, któremu wolno uciekać?

Podziwiam opór Ukrainy, popieram i pochwalam. To walka za wolność Europy, ale do takiej walki nikt nie powinien być zmuszany.

Ach więc kto będzie walczyć?

Na takie pytania nie ma odpowiedzi. Teraz jest za późno. Rak nie został wycięty w porę. Decyzje są teraz trudniejsze. Chemioterapia silniejsza, bardziej wyniszczająca. Zło trzeba wycinać w zarodku – by nie było potem dylematów, kto musi się poświecić.

Każdy onkolog wie, że takie zło trzeba zwalczać radykalnie. I bynajmniej nie poprzez agresję, lecz przez zdecydowane, nieprzyjemne metody – jak operacja, chemioterapia. Nie ma innej rady, by zło zatrzymać, by przestało się rozszerzać.

 

I znów łomocze mi przed oczami chorągiew wbita w stertę gruzu. nawet gdy zło zostanie pokonane, nie wszyscy będą się cieszyć. Życie wielu zostanie złożone na ołtarzu. I wydawać by się mogło, że ci, którzy ocaleli, będą wieść spokojne życie. Ale to nie jest takie proste. Wojenne traumy ciągną się przez całe pokolenia.

 

Ostatnio otrzymałam piękną książkę “Ocean uczuć” od autorki Marioli Sternahl. Uderzyły mnie opisane pokoleniowe traumy. Historia dwóch braci dziadka narratorki powieści. Obaj byli tacy młodzi, tacy przystojni, tacy mądrzy. I obaj zginęli na wojnie.

 

Ta potworna trauma  nie została uleczona w sercu rodziców i brata. Cierpienie przepłynęło niepostrzeżenie na jego dzieci. Próbował je utopić w alkoholu – z całkiem przeciwnym skutkiem. Zatruło relację z żoną. Przepełzło do życia wnuków. Próbowało brnąć dalej, by zatruć życie prawnuków. I wtedy narratorka powiedziała stop. Ratunek przyniosła wiara i cudowna Figurka Marii Rosy Mistica.

W mojej rodzinie było tak podobnie. Praprababcia podczas  wojny straciła dwóch synów. Walczyli za Ojczyznę. Zostawili matkę, żony i dzieci. Trauma zatruła całą rodzinę, relacje.  Wojenne traumy wyżłobiły trwale piętno w duszy mojej babci – 14-latki. Byli rosyjscy żołnierze przed którymi tygodniami ukrywała się w piwnicy, bo się im spodobała. Głód. Ciężka praca, by zdobyć klika jajek. Strach o matkę, ojca i braci – bo tak się złożyło że zostali od siebie odcięci frontem. Rodzina, u której mieszkała babcia hodowała króliki, więc nie musieli głodować. Ale moja babcia kochała te króliki, więc żywiła się jagodami i innym badziewiem.

Moja babcia widziała straszne rzeczy. To wszystko w znaczący sposób ukształtowało jej zdolności do budowania relacji, małżeństwa, do bycia matką. Wojenne traumy przepełzły na moją mamę. Zatruły ją nieumiejętnością rozmawiania z dziećmi. Nieumiejętnością SŁUCHANIA dzieci. Biernością, poczuciem bezradności.

Niespostrzeżone przez nikogo przepełzły do życia mojego i mojego rodzeństwa.

I wtedy ja powiedziałam STOP.

Zobaczyłam je. I nie pozwoliłam przepełznąć dalej. Mi się udało. W piątym pokoleniu!

Tak wielu ludzi oddało swoje życie w obronie Ojczyzny. Czy było warto? A czy było inne wyjście? To pytania bez odpowiedzi.

 

Władymir Putin zafundował właśnie nowe pokoleniowe traumy wielu kolejnym pokoleniom. Obudź się świecie. Nie wystarczy apelować o pokój. To my musimy budować ten pokój i go egzekwować. Dokonywać radykalne ciecia, by żaden Putin nie wchodził światu na głowę. I bynajmniej nie mam na myśli, że NATO powinno zbombardować Rosję, czy zacząć III wojnę światową.

Owszem teraz jest już dość późno.

Gdy zdiagnozowano u mnie raka tarczycy nienawidziłam, gdy ktoś zachęcał mnie do “walki”. Chuj z walką. Ja nie chciałam walczyć! Nienawidzę walki. Walka kojarzy mi się z moim ojcem i z moją matką. Z jej strachem i krzykiem, z jego groźbami i z jego strasznym głosem. Z bezsilnością, z nieuniknioną przegraną.

Gdy moja dobra i mila lekarka życzyła mi – w dobrej wierze – siły do walki – wyszłam i  przez godzinę trzęsłam się od płaczu.

I nie walczyłam. Poddałam się operacji i jodoterapii – leczeniu.

Zbudź się świecie. Poddaj Rosję leczeniu. Nie, nie chodzi mi o pieprzoną walkę. Po prostu bądź stanowczy i spróbuj postawić jasną wyraźną granicę.

Nie można być bezkarnie obojętnym świadkiem, bo wychodzi się z tego okaleczonym. Dlatego dla dobra nas samych nie powinniśmy patrzeć na dzisiejsze zbrodnie w milczeniu, tak jak patrzono przed laty na Holocaust Marek Edelman

I niezmiennie Alice MillerMożemy głosić najpiękniejsze apele pokojowe, ale dopóki będziemy bić dzieci – dotąd na świecie będą trwały wojny.