Eleven. Don't touch - Laura Priestess

Superniania kontra trzyletni Antoś

Dla Laury, która nigdy nie zapomniała, jak to jest być dzieckiem. Ania

Od lat sledze i podziwiam wszystkie publikacje Anny Golus, dlatego tak bardzo cieszy mnie ta osobista dedykacja od Autorki. Tak, nie zapomniałam, i bardzo się cieszę, ze juz dzieckiem nie jestem. Dziś, gdy mam 42 lata jestem w duzo lepszej sytuacji. Zarabiam pieniądze za moją pracę, nie musze odrabiać zadnych zadań z pracy w domu. Nikomu nie wolno mnie klepać po tyłku, wolno mi myśleć na własny rachunek, sama decyduje z kim mieszkam i nie musze przebywać non stop ze zboczonym psychopata, w dodatku nikt taki nie sprawuje nade mna bezkresnej WŁADZY.

Władza rodzicielska – twór słów, ktore – jak słusznie zauważa Anna Golus – zawsze tworzą a zarazem odzwierciedlają rzeczywistość. Jesli jest wladza – to jest tez wladca i jest poddany.

 

Wszechobecny dyskurs adultystyczny niepostrzeżenie gruntuje przypisane od wieków role: dziecko to nie jest tu osoba do rozmowy, której wolno wyrażać emocje, uczucia, którą trzeba wysłuchać, zrozumieć jej punkt widzenia.

Dlatego Anna Golus swoja prace doktorska – ktora stała sie podstawa dla omawianej ksiazki – napisala z perspektywy dziecka.

W mojej własnej książce, pierwszą połowę każdego rozdziału napisalam w podobny sposób. Użyłam metody retrospekcji, jak gdybym pod wpływem hipnozy znow patrzyła oczami malej dziewczynki, którą bylam. Po publikacji, oprócz licznych pochwał, przeczytałam, ze bylam “chora”, i ze “rodzice powinni iść ze mna do lekarza”, oraz: “Rozumiem, ze dorosly moze poczuc podniecenie w takiej sytuacji, ale dziecko?!”

 

Dziecku wedlug wielu dorosłych nie wolno byc soba. Nie wolno czuc podniecenia, gdy jest dotykane przemoca, powinno cierpieć w milczeniu, rowniez wtedy gdy dorosnie. Zaś rodzic ma prawo sprawować nad nim władze.

Dogłębna analiza Anny Golus ukazuje sedno programów takich jak Superniania – wychowanie jest tu ukazywane jako WALKA O WŁADZĘ. Walka, którą dorosly powinien oczywiste wygrać, dziecko zaś ma zostać pokonane.

 

Dziecko – to osoba, do ktorej mowi sie (cytuje słowa matki po metamorfozie w tytułowym programie): “Kacper, masz teraz isc do sklepu i kupic chleb i bułki”. A odnowiony Kacper idzie bez mrugnięcia okiem – pokazując jak cudownie wpłynęła na niego wizyta Doroty Zawadzkiej, kamerzystów i wielu innych osob, ktore nam – widzom – nie zostały pokazane.

Program Superniania jest klasyczny dla gatunku otumaniaczy, ktore maja tak sugestywna moc. Dziecko zgodnie z nurtem z poprzednich wieków ma nie miec glosu i zawsze byc GRZECZNE. A rodzice – choc raczej tego nie dostrzegaja – rowniez sa posluszni Superniani, oni również sa tresowani i pozbawieni glosu.

W stosunku do minionych wieków w programie pojawia sie duza różnica – dzieci nie wolno bić. Rodzice jednak nie przepraszają ich za wcześniejszą przemoc. Jakby nic sie nie stało. Tymczasem żal nie znika, nawet – lub może zwłaszcza – ten dobrze stłumiony, i wraca ukryty w zachowaniach określanych przez dorosłyh jako “niegrzeczne”. I znów to dzieci sa obarczane winą.

Kiedy roślina zle rosnie, zmieniamy jej warunki, a nie samą roślinę.

Czasem ma malo słońca, lub właśnie za dużo. Nadmiar lub niedosyt wody. Jałową glebę, towarzystwo toksycznych, lub dominujących roślin, mszyce, za mala doniczkę.

Zawsze szukamy źródła problemu, nie zwalamy winy na roślinę. W przypadku dzieci, gdy rodzice nie moga poradzić sobie z wychowaniem, wina najczęściej lezy w rodzicach. Jednak nie są oni sadzani przymusem na karnym jeżyku by przemyśleli swoje zachowanie. Z maniakalnym uporem sa tam odnoszone płaczące dzieci.

Anna Golus ukazuje bezsens tej metody i jej szkodliwość, bo wzburzone (nieraz celowo) dziecko wlasnie wtedy potrzebuje przytulenia i pocieszenia.

Superniania z cala moca swojego medialnego autorytetu zaleca “przeczekanie”, a wyrazanie żalu, złości, smutku – określa mianem “histerii”.

Anna Golus słusznie rozbija ten fałszywy medialny obraz, jakby zdzierała zasłony oddzielające Thrumana od realnego świata.

To wszystko ułuda – mówi – jedyne, co tu jest prawdziwe to uczucia dzieci wkręconych w show.

Autorka wymienia inne szkody wynikające z metod zalecanych przez Supernianię: nauka kłamstwa – gdy dziecko przeprasza z przymusu, zaburzenie więzi, oraz te długoterminowe jak depresja (Anna Golus rozmawiała z dorosłymi już uczestnikami tytułowego programu).

To co mnie uderzyło w tym programie najbardziej to naga, niemal 6-letnia dziewczynka, której MIEJSCA INTYMNE, zostały zamazane wręcz minimalnie i inne dzieci, pokazywane całkiem nago.

 

Wiktoria miała 5 lat i 10 miesięcy gdy cała Polska mogla oglądać ją nago, doprowadzoną specjalnie do roztrzęsienia, by odcinek był ciekawy dla widzów.

Szokuje fakt, iż według Doroty Zawadzkiej Wiktoria była już na tyle dojrzała by chodzić do szkoły (dzieci urodzone pod koniec grudnia maja we wrześniu 5 lat i 8 miesiecy) i równocześnie można ją pokazywać nago w telewizji.

Ja w takiej sytuacji, w tym wieku czułabym się wykorzystana seksualnie. Tym, że obcy ludzie włażą mi do łazienki i patrzą na mnie. Ze mnie nagrywają(!) i uwidoczniają mój wizerunek(!).

Zakaz bicia dzieci skierowany przez Supernianie do rodziców, z pewnością był innowacja w kraju, w którym dotąd było to uważane za oczywiste. Niestety Superniania nie wyjaśnia w programie, z czego on właściwie wynika. Nie tłumaczy bijącym do tej pory rodzicom, jakie są następstwa tresury biciem. I niestety zamienia ja na tresurę poprzez odrzucenie.

Najbardziej przykre były dla mnie momenty gdy maluszek płakał, wychodził z łóżka, błagał o życzliwą obecność rodzica.

A rodzic zamieniał się w robota, jakby użądliła go stalowa osa z “Czasu robotów” Andrzeja Maleszki. Nie rozumiem – po co?

Ostatnio obejrzałam kilka starych odcinków Superniani, by móc odnieść się to tematu obiektywnie. Zobaczyłam rodziców dających “klapsa” dzieciom. I w tym momencie szczególnie uzmysłowiłam sobie, dlaczego niektórzy nie rozumieją mojej własnej książki.

Po tych rodzicach w Superniani bylo widać, ze klepiąc w pupę dziecko nie mieli żadnych intencji erotycznych.

Bo większość nie ma.

Oni byli sfrustrowani, bezsilni i bezradni. A jednak mimo to, DLA MNIE karny jeżyk nie jest czymś tak samo złym jak klaps. Są tacy, dla których klaps jest nieporownanie gorszy, (jak i tacy dla których gorszy jest karny jeżyk).

Jednak popieranie każdej z tych “metod” jest jak chwalenie się: “ja nieraz pływam w morzu przy czerwonej fladze i wcale nic mi się nie stało”.

Stało się: jesteś siewcą złego przykładu.

 

Gdybym ja była na miejscu tamtych filmowanych dzieci, pomimo braku erotycznych intencji rodziców, takie klepnięcie w pośladki, odebrałabym jako napastowanie seksualne.

Dlaczego? Dlatego bo już wcześniej ktoś dotykał mnie w ten sposób z seksualna, dominującą intencją. Bo oglądałam takie poniżające seksualnie sceny w bajkach i to również nie pozostało bez echa. Bo moja dziecięca seksualność została naznaczona.

A gdyby to się nigdy nie stało?

Nie wiem. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem (przy takich awanturach to nie jest dziwne). Pod względem seksualnym tez byłam wysoko wrażliwa (układ nerwowy ma wielki wpływ na naszą seksualność).

Może nawet bez molestowania moja seksualność już dawałaby o sobie znać? Przecież człowiek od początku jest istota seksualna, lekarze podczas badania usg widzieli nawet płody masturbujące się w łonie matki. A masturbacja przedszkolaków jest całkiem naturalnym zjawiskiem.

W swoich wcześniejszej publikacji “Już bez bicia. Spór o klapsa” Anna Golus słusznie zauważa, że:

“Nie trzeba patrzeć na ilustracje w podręczniku do anatomii człowieka, by wiedzieć, w jak bliskiej odległości od pośladków znajdują się u obu płci genitalia.

Gdy pośladki są bite, napływa do nich krew, wywołując zaczerwienienie. Krew napływa również w tak bliskie miejsca intymne, co ma miejsce także podczas podniecenia seksualnego. A kiedy podczas lania pupa jest wypięta, co często się zdarza, zwłaszcza podczas karania dziecka „przez kolano”, klapsy czy razy spadają nie tylko na pośladki, ale też na genitalia! I choć dla większości z nas ból niewiele ma wspólnego z rozkoszą seksualną, to faktem jest, że tego rodzaju „stymulacja” jest pierwszym doświadczeniem erotycznym dziecka!”

 

W “Dzieciństwie w cieniu rózgi” Anna Golus pisze:

“Bardzo istotną sprawą, o której rzadko się wspomina i o której najwyraźniej zapominają dorośli bagatelizujący klapsy, jest fakt, że pośladki to miejsce intymne. (…) Chyba w żadnej innej dziedzinie dziecko nie otrzymuje bardziej sprzecznych komunikatów. Uczy się, że dotykanie pewnych miejsc jest złe i niedozwolone, a bicie ich – dobre i dozwolone.”

Autorka opisuje też historię Beth Fenimore, która czuła niechciane podniecenie kiedy jej ojciec – pobożny pastor – kazał się jej rozbierać do naga i uderzał ją rózgą w pośladki.

Nie znam odpowiedzi na moje drugie pytanie, jednak z cala pewnością zgadzam się z Anna Golus: dziecko jest człowiekiem i powinno być traktowane tak jak człowiek.

Po publikacji mojej własnej książki przeczytałam o sobie, ze bylam “zboczonym dzieckiem”, skoro “klaps” pobudzał mnie seksualnie.

Tymczasem nikt nie pyta kobiety, którą dyrektor klepnął w pośladki, gdy pochyliła się nad biurkiem by wziąć długopis, lub gdy się spóźniła – czy poczuła podniecenie!

Odczuwanie podniecenia nie jest warunkiem, by ten dotyk został zakwalifikowany jako przemoc seksualna. Po prostu wiemy, ze kobiet nie wolno klepać po pośladkach, bo to naruszenie intymności.

A przecież każde 3-letnie dziecko wie już, które miejsca są intymne. Jeśli nie – to zdecydowanie powinno się dowiedzieć, dla swojego własnego bezpieczeństwa.

Jeśli tata klepie dziecko po pupie (daje klapsa), czerwona lampka nie zaświeci się mu wcale, gdy to samo zrobi pan w sklepie, sąsiad, trener, ksiądz, starszy kolega, kuzyn. Przecież dorosłym tak wolno!

Gdy Superniania była emitowana obejrzałam tylko kilka odcinków. Odrzucało mnie od tego programu, gdyż prowadząca odnosiła się do dzieci z góry, rodziców nie traktowała poważnie, była apodyktyczna.

Karny jeżyk był metoda udowadnia, kto ma władzę. Tylko temu służył time-out – jeśli nie, to czemu dziecko nie mogło się uspokoić w dowolnym miejscu lub zasnąć?

Niemoralność tego typu programów uwidacznia fakt, który zdradza nam Anna Golus: rodzicom nie było wolno przerwać nagrywania programu, gdyż groziły za to zbyt wysokie kary finansowe. Prywatność dzieci, ich spokój stały się produktami oddanymi pod zastaw.

W swojej książce Autorka często odwołuje się do słów Janusza Korczaka, który uczył, ze “nie ma dzieci. Są ludzie”.
Ludzie niepełnoletni, potrzebujący opieki i ochrony ze strony dorosłych, potrzebujący przywódcy, a nie pana i władcy. Przede wszystkim ci mali ludzie potrzebują życzliwości i miłości.

Dziękuję Aniu, za całą Twoją pracę i działalność na rzecz dobrego traktowania dzieci, za to, że nie ma dla Ciebie tematów tabu.